Najmocniejszym narzędziem w odbudowie i wzmocnieniu reputacji są przeprosiny.
Jeżeli oczekujesz lub potrzebujesz wybaczenia, musisz przeprosić.
Jeśli chcesz uniknąć sprawy sądowej, przeproś. Jeżeli pragniesz uzdrowić relacje z drugą osobą, przeproś. Jeśli chcesz zneutralizować ataki w Internecie, ograniczyć plotki, pogłoski i insynuacje, zmniejszyć liczbę krytycznych wpisów na blogach i listach dyskusyjnych, przeproś.
Przeprosiny wyzwalają ogromną energię empatii. Brak przeprosin wywołuje szybką korozję reputacji i ukazuje Ciebie i tych, którzy Cię reprezentują jako ludzi aroganckich i bezdusznych.
"Chwila, moment..." powiesz. "Prawnicy nigdy nie zgodzą się na publiczne przeprosiny." No dobrze... Zacznijmy od samych przeprosin, a do prawników wrócimy za chwilę.
Ucieczka przed prawdziwymi przeprosinami
Jaka jest największa słabość większości "przeprosin"? Nie ma w nich przyznania się do winy. Ich autorzy w pierwszej kolejności wybaczyli sobie, otoczyli opieką ludzi wokół siebie i w większości spraw nie wzięli pod uwagę bólu i cierpienia jakie wywołali.
Szefowie firm unikają przeprosin uciekając się do zadziwiających wymówek. Jest w nich miejsce dla wybaczenia sobie: "To jest problem całej branży. Nie jesteśmy jedyni," "No, nie przesadzajmy, trochę umiaru..." Jest rozmowa z samym sobą: "To tylko odosobniony incydent," "Po raz pierwszy z tym się spotykamy," "To nie dotyczy wielu osób," "Właściwie nikt się nie skarżył," i "Nie wybiegajmy przed orkiestrę." Jest też miejsce dla samookłamywania: "To nie nasza wina," "Nie nasz problem," "Nie możemy odpowiadać za wszystko," "To się nie powtórzy," i "Życie nie istnieje bez ryzyka."