Pamiętasz czasy kiedy dowiadywałeś się o kryzysie z wieczornego wydania dziennika telewizyjnego?
Wielu szefów w sytuacji kryzysowej marzy dziś o powrocie tamtych czasów, żeby zdobyć co najmniej godzinę na przygotowanie pierwszego komunikatu.
Teraz w ciągu kilku minut, a czasem sekund, o Twoim najnowszym, największym i najbardziej wstydliwym kłopocie pierwszy opowie całemu światu nie telewizyjny prezenter, ale gadatliwy niebieski ptaszek na Twitterze.
Ta niewinnie wyglądająca ptaszyna ma siłę groźnego drapieżnika – błyskawicznie rozpoznaje potencjalną ofiarę.
Fakty i plotki
Porażająca szybkość przekazywania informacji na Twitterze zapiera dech w piersiach. Co gorsza, inaczej niż w wiarygodnych programach informacyjnych, niektóre "kryzysowe" wiadomości pochodzą z niesprawdzonych lub anonimowych źródeł.
Nie licz zatem na Twitterze na dokładność, kontekst i wyważony komentarz. Przygotuj się na udział w ryzykownej grze łączącej chowanego z berkiem.
Zanim zdążysz wypić kawę na Facebooku pojawią się pierwsze komentarze. Blogerzy już ścigają się (czy oni nigdy nie śpią?) kto zbierze więcej szczegółów, bez sprawdzania ich wiarygodności, bo na to nie ma czasu. Czujesz, że Internet zalewa amorficzna masa półprawd, plotek, pogłosek, spekulacji i hipotez.


