Pamiętasz kiedy jako nastolatek buntowałeś się przeciwko stereotypom i pustym słowom? Przypominasz sobie czarną rozpacz ojca i matki i to jak po latach sam zacząłeś się zachowywać jak Twoi rodzice?
Media społecznościowe mają za sobą euforyczną młodość, straciły nieco animuszu i powoli obrastają w piórka.
Kiedy "media społecznościowe" się pojawiły (wtedy tak się nie nazywały) chodziło przede wszystkim o konwersacje, nawiązywanie nowych znajomości i autentyczną komunikację. Uciekaliśmy od korporacyjnego żargonu i pisaliśmy prosto dla ludzi.
Jednak pojawienie się różnej maści guru mediów społecznościowych skomplikowało i spowolniło ich rozwój.
Chodzi mi o to, aby język giętki...
Publikujesz na blogu jeden wpis po drugim, często aktualizujesz treści Twitterze, komentujesz na Facebooku i widzisz, że – co tu ukrywać – liczba tematów jest ograniczona. Piszesz w kółko o konwersacjach, relacjach i autentyczności – w pewnym momencie zaczynasz odczuwać lekkie znużenie. Może nawet nudę. Co robisz?